Wszystkie publikowane na blogu opinie są opiniami subiektywnymi.

Szukaj na tym blogu

12 października 2017

Dropingo - ząbki dokładnie umyte


źródło: aflofarm.pl

Jak sprawdzić czy dziecko dokładnie myje ząbki? Teraz to proste, dzięki specjalnym kropelkom wszystko widać jak na dłoni. Wiele czytelników napisało do mnie z prośbą aby omówić tą konkretną reklamę, gdyż podobno w składzie tego specyfiku znajduje się coś szkodliwego i rakotwórczego. Czas przyjrzeć się z bliska Dropingo i zobaczyć co w nim straszy.



Sama reklama jest całkiem przyjemna w odbiorze. Przynajmniej przy pierwszym oglądaniu. Przy setnym już nieco działa na nerwy a człowiek się zastanawia czy mały Filip gdzieś tam nie płacze z frustracji, że tych zębów domyć nie może;) Mama Filipa opowiada o problemach z myciem zęba dziecka. Wiadomo, maluch kombinuje, a tu umyje od niechcenia, a tu na sprintera. Finalnie zęby źle umyte to w przyszłości większe ryzyko próchnicy i częstszych wizyt u dentysty. Rozwiązaniem jest Dropingo. Kropelki dodawane do wody przed myciem zębów. Barwią osad nazębny na niebiesko i widać dokładnie gdzie należy dokładnie ząbki umyć. Filip szczęśliwy, mama zadowolona a widmo wizyty u dentysty ucieka w siną dal...

Skład kropelek Dropingo:

Aqua, Sodium Benzoate/ Potassium Sorbate, Parfum, Polysorbate 80, Sucralose, CI 42090, Citric Acid

Jak widać, omawiany preparat jest kosmetykiem. Co tu dużo ukrywać, nie znoszę omawiania kosmetyków dlatego postanowiłam odesłać Was do profesjonalnego opisu przygotowanego przez specjalistkę od kosmetycznych składów srokao.pl. Tak się złożyło, że całkiem niedawno omawiała Dropingo na swoim blogu, zapraszam do lektury tutaj

Problematycznym składnikiem, wywołującym tyle obaw jest barwnik - błękit brylantowy. Jest barwnikiem spożywczym, dodawanym do żywności i może powodować między innymi podrażnienia żołądka. Powinny go unikać przede wszystkim osoby uczulone na salicylany. Czy powinniśmy się go bać w preparacie do barwienia płytki nazębnej? Myślę, że nie.
Po pierwsze i najważniejsze - nie spożywamy tego barwnika. Płyn przeznaczony jest dla dzieci powyżej 3 roku życia, które umieją już płukać usta i wypluwać oraz dorosłych. Zatem barwnik nie powinien dostać się do naszego przewodu pokarmowego. Jeśli boimy się, że dziecko płyn połknie, nie podawajmy tego specyfiku. Przecież jeszcze będzie wiele okazji w przyszłości, jak już maluch opanuje bezpieczne płukanie jamy ustnej.
Po drugie- dawka jest malutka, można by nawet powiedzieć, że homeopatyczna:) dodajemy 2 krople preparatu na 15ml wody. Jamę ustną płuczemy i wypluwamy płyn.
Po trzecie- preparatu nie stosujemy regularnie, tylko raz na jakiś czas. 
Po czwarte - może się okazać, że większe dawki tego barwnika dziecko zajada ze słodyczami niż będzie podane w dwóch kroplach Dropingo. Zatem proszę czytać skład słodyczy i unikać barwnika o uroczym numerze E133.

Z punktu widzenia farmaceutycznego, uważam, że produkty tego typu, które można zaliczyć do kategorii "gadżety stomatologiczne", jak najbardziej mają sens. Nawet są dość często poszukiwane przez rodziców. Jest to świetny element edukacyjny aby pokazać dziecku o co tak naprawdę chodzi w myciu zębów i jak wyglądają ząbki umyte niedokładnie. Myślę, że takie zastosowanie Dropingo przydałoby się też wielu dorosłym. Uważam, że wiele osób zdziwiłoby się na jakim poziomie plasuje się ich mycie zębów:)

Na pewno warto podkreślić, że płyn może zabarwić niektóre wypełnienia w zębach a także elementy aparatów ortodontycznych. Dlatego małych pacjentów ortodontycznych nie namawiajmy do zabawy w barwienie osadu nazębnego. 

Podsumowując całość: nie taki diabeł straszny, jak go opisują. Boimy się barwnika, jednak nie ma od udowodnionego działania szkodliwego. W tym wypadku opcja jest całkiem bezpieczna - płynu z barwnikiem nie połyka się, a jedynie płucze usta przed myciem zębów. Sama idea jest fajna i warta wykorzystania raz na jakiś czas. Z pewnością o wiele lepiej wpłynie na wyobraźnię dziecka, gdy naocznie zobaczy jak wyglądają zęby źle umyte niż jak usłyszy jedynie od nas przekaz słowny.

Przed zakupem skonsultuj się z dentystą lub farmaceutą:)

3 października 2017

Orthoveral – perfekcyjna higiena jamy ustnej!

źródło: orthoveral.pl

Pasty i żele do mycia zębów to obszerny dział kosmetyków  a także produktów leczniczych, całkiem często reklamowanych w telewizji. Niektóre z nich można nabyć w aptece, a ich działanie oprócz utrzymania jamy ustnej w czystości sprowadza się także do łagodzenia stanów zapalnych, efektu przeciwbakteryjnego czy mniejszej ścieralności. Dużą grupę pacjentów poszukujących w aptece odpowiednich preparatów i akcesoriów stomatologicznych stanowią osoby noszące aparaty ortodontyczne. Zatem nic dziwnego, gdy pojawiła się reklama specyfiku typowo dla nich.



W reklamie pani będąca lekarzem stomatologiem (w stopniu doktora nauk medycznych) informuje, iż osoby noszące aparaty ortodontyczne nie są w stanie dokładnie usunąć wszystkich bakterii z każdego miejsca a to może doprowadzić do próchnicy. Rozwiązaniem jest Orthoveral, specjalistyczny żel do czyszczenia zębów, dostępny w aptekach. Działa silnie przeciwbakteryjnie, także w miejscach trudno dostępnych, zawiera wysoką dawkę fluoru oraz łagodzi podrażnienia powstałe na skutek użytkowania aparatu. Stosowanie żelu to perfekcyjna higiena jamy ustnej.

Skład : Orthoveral żel
Sorbitol, Aqua, Propylene Glycol, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Hydrated Silica, Isomalt, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, l-Menthol,  Sodium Fluoride, Chlorhexidine gluconate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, o-Cymen-5-ol, Bisabolol,  Glycerin/ Zingiber Officinale Root Extract, Sodium Saccharin, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Parfum

Zawartość fluoru: 1450 ppm

Żel Orthoveral to kosmetyk, stąd i skład podany typowo dla tej kategorii. Najważniejsze informacje z tego spisu to: związek fluoru i jego zawartość, chlorheksydyna, bisabolol oraz wyciąg z kłącza imbiru. Jeśli chodzi o fluor, obecne wytyczne dotyczące past do zębów stosowanych w codziennej higienie jamy ustnej, mówią, iż taki produkt dedykowany osobom dorosłym powinien zawierać 1000-1500 ppm fluoru. Czy zatem 1450 ppm to dużo? Tak, ale istnieją na rynku preparaty do fluoryzacji zębów o znacznie większej zawartości. Taka ilość nie jest niczym niezwykłym ani wyróżniającym się. Typowe pasty do zębów z tzw. średniej półki z drogerii także mają taką zawartość fluoru. Wyciąg z kłącza imbiru oraz bisabolol to faktycznie dobre dodatki do kosmetyku dedykowanego osobom, u których różne stany zapalne i drobne urazy w jamie ustnej będą występowały znacznie częściej, a tak to wygląda niestety u osób leczonych ortodontycznie. Bisabolol posiada działanie przeciwzapalne, imbir odświeżające. Obie substancje działają odkażająco. A chlorheksydyna?

Chlorheksydyna to popularny związek stosowany w stomatologii o działaniu bakteriobójczym i bakteriostatycznym a także oddziałującym na niektóre wirusy, drożdże czy pierwotniaki. Jej działanie polega także na hamowaniu odkładania się płytki nazębnej – co wynika z działania antybakteryjnego. Zatem w przypadku osób noszących aparaty ortodontyczne, taki dodatek wydaje się jak najbardziej wskazany. Wszystkie elementy aparatu faktycznie nie ułatwiają dokładnego wyczyszczenia. Ale…jak każdy lek, także chlorhekysyna posiada swoje działanie uboczne. I niestety, przy dłuższym stosowaniu może dojść do brunatnego przebarwienia języka, zębów oraz wypełnień z materiałów złożonych oraz zaburzenia smaku. Zatem stosowanie past do zębów, żeli czy płukanek z tym związkiem, u osób sprawnych, które są w stanie samodzielnie dbać o higienie jamy ustnej, ma sens. Jednak nie powinno być kontynuowane długotrwale. Zazwyczaj bezpiecznie można stosować preparaty z chlorheksydyną do 4 tygodni. Dłuższe stosowanie powinno być skonsultowane z lekarzem stomatologiem. Dodatkowo warto wspomnieć, że oprócz bakterii szkodliwych związek ten także zaburzy naszą mikroflorę pożyteczną. Zatem, gdy pojawiają się stany zapalne, drobne ranki, bądź urazy po zabiegach stomatologicznych – wtedy stosowanie przyniesie korzyści. Ale po zagojeniu się czy wyleczeniu problemu najlepiej taki preparat odstawić i sięgnąć po zwykły, jedynie z fluorem plus do tego płukanka do ust, bez chlorheksydyny w składzie, aby efekt był lepszy.


Podsumowując wszystkie informacje, dochodzę do wniosku, że taki produkt w aptece jest przydatny. Myślę, że będzie odpowiedni dla osób noszących aparaty ortodontyczne, jednak najlepiej jak jego stosowanie zostanie wcześniej skonsultowane z dentystą. Niestety przekaz reklamowy jakby zapomina o dość ważnej kwestii,  podkreślając inne, wcale nie takie wyróżniające jak chociażby zawartość fluoru (ot, standardowa). Niezaprzeczalnym minusem jest fakt, że nie można stosować takiego preparatu długotrwale. A aparaty ortodontycznie zazwyczaj użytkowane są przez długie miesiące.

21 sierpnia 2017

Reprintic - tatuaż jak nowy!

źródło: reprintic.pl

Dzięki reklamie dowiedziałam się, że istnieje coś takiego, jak krem pielęgnacyjny do tatuaży. Pytanie, co to za cudo, wycelowane precyzyjnie w niszę osób posiadających pewne ozdoby na skórze. Jako osoba nie posiadająca tatuażu, tym chętniej podejmę się tematu aby odkryć co takiego niesamowitego ma w składzie ten produkt i jak wpływa na barwnik wprowadzony pod skórę.




Reklama w prosty sposób obrazuje działanie kremu. Wyblakły tatuaż osoby używającej kremu nagle nabiera głębi barw, intensywności i pięknego rumieńca. To normalne, że z czasem tatuaże tracą swoją głębie barw, jednak tak nie musi być wedle hasła marketingowego. A nawet jeśli już jesteśmy posiadaczami smętnego, wyblakłego obrazka, wystarczy skórę posmarować kremem Reprintic. Efekt? Kosmetyk ochroni przed dalszym blaknięciem a przede wszystkim przywróci intensywność barw. Brzmi to tak niesamowicie, że pozostaje postawienie jednego pytania: Jak?


Skład preparatu Reprintic:
  • ·         Dragon’s blood
  • ·         Mieszanina olejów: lnianego, monoi, z pestek róży rdzawej
  • ·         Witamina A
  • ·         Witamina E
  • ·         Filtr UVA/UVB SPF 10


Z pewnością fani ”Gry o tron” uśmiechną się pod nosem czytając skład omawianego kremu. Według informacji zamieszczonej przez producenta, sok smocza krew pozyskiwany jest z kory drzewa Croton Lechreli. Ma działanie ochronne na komórki skóry oraz regeneracyjne. Wzmacnia barierę skóry, stymuluje produkcję kolagenu i elastyny oraz posiada działanie silnie przeciwutleniające. Mieszanina olei ma za zadanie zmiękczyć naskórek, nawilżyć go i zregenerować. Witaminy A i E to nawilżenie, odżywienie ujędrnienie i wygładzenie naskórka, a filtr UVA/UVB chroni przed niekorzystnym wpływem promieni słonecznych na skórę a także na sam tatuaż. Finalnie skóra jest gładka, lśniąca, nawilżona a co za tym idzie tatuaż prezentuje się o wiele korzystniej niż przed aplikacją.


Jeśli już wiemy jak działa omawiany krem, warto przyjrzeć się nazwie, którą skróciłam do prostego: Reprintic. Jednak uważniejsi widzowie zauważą, że tak naprawdę omawiamy tutaj „Reprintic Genuine Tattoo Care Color Protect with Anti- Fade Formula”. W wolnym tłumaczeniu z języka angielskiego: Reprintic oryginalny krem do tatuaży z formułą przeciw blaknięciu. Jest to o tyle ciekawe, że krem jest produkcji polskiej, dedykowany dla odbiorców mieszkających w Polsce i posługujących się językiem polskim. Skąd zatem anglicyzmy? Czy mają za zadanie zwiększenie zaufania do produktu, jako „zachodniego”? Odpowiedź na to pytanie jest całkiem prosta. Wyszłam z założenia, że Reprintic jest tylko reklamowany w Polsce. I tu okazało się, że jestem w błędzie. Produkt bowiem dostępny jest także w Niemczech :D




Mamy zatem krem z zachodnią nazwą i kolorową reklamę trafiającą w czuły punkt posiadaczy tatuaży. Niestety tatuaże z czasem blakną. Barwnik wstrzykiwany pod skórę, ulega rozkładowi z czasem. Przyczynia się do tego w większym bądź mniejszym stopniu ekspozycja na promienie słoneczne a także kondycja skóry. Więc jeśli mamy tatuaż w widocznym miejscu np. przedramieniu i latem często chodzimy w koszulkach, które umożliwią jego pokazanie – niestety ryzyko blaknięcia będzie większe. Co zatem zrobić, żeby spowolnić ten proces a nasz tatuaż prezentował się dobrze? Jest na to proste rozwiązanie. Regularny peeling danego miejsca usunie martwe komórki naskórka. Do tego codzienne smarowanie nawilżającym kremem albo oliwką. Efekt? Zadbana i nawilżona skóra pełna blasku. Proste.


Nawilżona skóra to ładna skóra, a tym samym ładnie wyglądający tatuaż. Na lato warto sięgnąć po krem z filtrem UV, który i tak zaleca się stosować regularnie. Czy zatem trzeba koniecznie sięgać po Reprintic ze smoczą krwią? Jako, że tatuaż zazwyczaj zostaje z nami do końca życia, także jego pielęgnacja danym specyfikiem powinna być wobec tego stosowana równie długo jeśli chcemy aby wyglądał pięknie. To może na początek nawilżanie i dobry filtr SPF minimum 30 na słoneczne dni. Patrząc na skład omawianego produktu, myślę, że na drogeryjnych półkach znajdziemy wiele innych specyfików z lepszym składem. Może nie będą miały formuły „anti-fade” dla tatuaży, ale z pewnością odżywią i nawilżą skórę dając taki efekt. Czemu zatem Reprintic dostępny jest w aptece? Dobre pytanie.

Przed zakupem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą:)


  

18 lipca 2017

Travisto - i trawisz to!

źródło: travisto.pl

Wiadomo, że wiele smacznych rzeczy niestety jest ciężkostrawna. Dodając do tego wiedzę otrzymaną z telewizji czy pseudonaukowych wiadomości, obwiniamy o to jeden składnik – tłuszcz. Producenci żywności prześcigają się w wymyślaniu co raz to nowszych produktów z serii „light”, aby osobom na diecie odchudzającej ułatwić zadanie. Nawet z reklamy dowiemy się, że jeśli dolega nam uczucie pełności, ciężkości na żołądku czy wzdęcia to sprawca jest tylko jeden – wstrętny, niedobry tłuszcz. Tylko czy naprawdę on jest winien? Czy rozwiązanie jest tak proste?




Najnowsza odsłona suplementu diety Travisto to obraz sklepu i klientów, którzy kupują ulubione produkty spożywcze. Niestety każdy z nich może wywołać jakże nieprzyjemne objawy ciężkości, przejedzenia czy gazów. Pani sięga do półki z nabiałem bo bliżej nieokreślone pudełko, pan trzyma mrożoną pizzę, a ostatnia pani odważa fasolkę szparagową. Co zrobić gdy zachcianka jest, wiemy, że będziemy cierpieć a mimo to brniemy w to dalej? Pozostaje Travisto, który łagodzi wszystkie nieprzyjemne objawy bo pomaga trawić tłuszcz. Proste.

Skład preparatu Travisto (w 2 tabletkach):
  • ·         Wyciąg z mięty pieprzowej 100mg
  • ·         Wyciąg z ziela karczocha 250mg
  • ·         Ekstrakt z owoców kopru 40mg
  • ·         Wyciąg z ostryżu długiego 200mg


Sam skład jest mieszaniną ziół o działaniu rozkurczającym, przeciwwzdęciowym, pobudzającym wydzielanie żółci. W przypadku karczocha dodatkowo jest to działanie hepatoochronne i  obniżające poziom lipidów. Jednak potrzebne do tego są odpowiednie dawki, więc pytanie czy nie lepiej każdy z tych surowców rozpatrzyć osobno. Na przykład jeśli są problemy z wątrobą skupić się na preparacie zawierającym jedynie ekstrakt z karczocha. W każdym razie powyższy skład powinien poprawić samopoczucie u osób przejedzonych lub zmagających się ze wzdęciami. Taki sam, a może lepszy, bo dodatkowo nawadniający efekt da wypicie herbaty z mięty bądź kopru.


Teraz najważniejsza kwestia, czyli czy to tłuszcz jest głównym winowajcą? Otóż patrząc na produkty wybrane prze klientów reklamowego sklepu, niestety można dojść do innych wniosków. Niezidentyfikowany produkt nabiałowy jeśli powoduje opisane sensacje żołądkowo-jelitowe może świadczyć o nietolerancji laktozy. Zatem w tym przypadku niekoniecznie tłuszcze są winne. Mrożona pizza? Warto zerknąć na skład takiego produktu. Poza tym, że pizza jednej ze znanych marek zawiera 1000kcal, a są na pewno osoby, które całą jedną zjedzą, to głównym składnikiem są węglowodany. I to niestety bardzo łatwo przyswajalne. Powoduje to, że wchłaniają się bardzo szybko, powodują duży skok poziomu glukozy we krwi, my czujemy się bardzo przejedzeni, wręcz nam niedobrze, po czym po godzinie cukier gwałtownie spada, a my czujemy się znów głodni….błędne koło.


Ostatnia pani sięga po fasolkę szparagową. Bardzo zdrowy i dobry produkt, bogaty w białko i błonnik. Dlaczego zatem reklama przedstawia to w świetle tłuszczy? Wiadomo, że warzywa strączkowe mogą być źródłem wzdęć, jednak to wynika głównie z blokowania enzymów odpowiedzialnych na trawienie białek. Poza tym dla osób nieprzyzwyczajonych do dużych ilości błonnika, to właśnie ten składnik może wywołać nieprzyjemne gazy. A zatem znów to nie tłuszcz.
Podsumowując to wszystko, musze stwierdzić, że nie podoba mi się takie piętnowanie tłuszczy, które też są niezbędnym elementem diety. Wprowadza to konsumentów w błąd, nawet tych co czytają skład kupowanych produktów. To nie zawsze tłuszcze są winne. Oczywiście ideałem jest aby wybierać tylko te dobre i unikać oleju palmowego, który jest ostatnio na bogato dodawany do żywności przetworzonej. Jednak warto także zerkać na węglowodany, zwłaszcza w czasach, gdy co raz więcej osób, w tym dzieci cierpi na nadwagę i insulinooporność. Szkoda, że o tym reklama nie wspomina.




31 maja 2017

Inventum – teraz chcieć znaczy móc

źródło: i-apteka.pl

Reklamy preparatów na potencję goszczą w telewizji i w radio od długiego czasu. Zazwyczaj mało wymyślne, opatrzone tandetnymi hasłami, sprawiają, iż w społeczeństwie temat ten nieco spowszedniał. Do tej pory zazwyczaj były to suplementy diety obiecujące wspaniałe efekty. Zazwyczaj w spotach medialnych milczeniem zbywano dość istotną informacje, a mianowicie, że efekt nie jest natychmiastowy. Niestety nawet nie jest do osiągnięcia po kilku godzinach. Szczerze mówiąc,  dopiero kilkutygodniowe regularne stosowanie może da efekty. Dlatego pewną rewolucją było wprowadzenie bez recepty leku zawierającego w składzie sildenafil, cudowny środek ze słynnej Viagry, która zrewolucjonizowała świat. Tutaj nie ma mowy o niedopowiedzeniach. Konkretny lek, konkretny efekt, bez konieczności załatwiania recepty. Dla wielu mężczyzn zdarzenie to miało duże znaczenie, czasem zmieniające ich życie i problemy. Czy faktycznie sildenafil jest dla każdego, aby móc kiedy się chce?

Kolejny producent zdecydował się na wypuszczenie swojego produktu leczniczego zawierającego w składzie sildenafil. Tym razem pod nazwą Inventum znajdziemy tabletki do rozgryzania i żucia. Reklama przekazuje prosty i merytoryczny przekaz – to nie są kolejne zwykłe tabletki wspomagające potencję, to lek wywołujący erekcję. W składzie ta sama substancja, co w „niebieskich tabletkach”. Bez recepty. Działa szybko, praktycznie w każdym wieku, cóż więcej zatem chcieć?

Skład preparatu Inventum:

·         25mg cytrynianu sildenafilu


Wokół słynnych „niebieskich tabletek”, które wywołały sporą rewolucję w farmakologii, krąży kilka mitów na temat ich działania. Wiele osób mylnie wierzy, że po zażyciu takiego leku u mężczyzny pojawia się nieustająca erekcja, która trwa i trwa…aż tabletka przestanie działać. Może w komediach jest to realne, jednak w prawdziwym życiu substancja czynna leku działa inaczej. A w omawianym przypadku, mimo odniesień do Viagry, nawet kolor się nie zgadza. Zamiast męskiego niebieskiego i charakterystycznego kształtu diamentu mamy białą, trójkątną tabletkę.

Jaki jest zatem mechanizm działania tego leku? Na początku musi być…bodziec erotyczny. Bez niego nici z efektu. Zatem mężczyzna bierze tabletkę, czeka na rozpoczęcie działania – wg reklamy 25 minut – a według szczegółowych danych z Charakterystyki Produktu Leczniczego pomiędzy 16 a 37 minut przy przyjęciu na czczo (25min to w tym wypadku mediana), a po posiłku nieco dłużej. Realnie lepiej przyjąć 60 minut, zwłaszcza, gdy plany poprzedza na przykład romantyczna kolacja. Gdy pojawi się bodziec, w mózgu uwalniana jest duża ilość dopaminy w tzw. „ścieżce nagrody”. To z kolei prowadzi do uwalniania tlenku azotu w całym organizmie, także w ciałach jamistych prącia. A tlenek azotu powoduje wydzielanie niezbędnej do utrzymania erekcji substancji – cGMP. W sumie opisany mechanizm dzieje się także bez zażycia sildenafilu. Jest to po prostu biochemia erekcji. Zatem jak działa męski lek?

Po akcie seksualnym, albo gdy mechanizmy erekcji są zaburzone, to znacznie wcześniej, do prącia dociera PDE5 (fosfodiesteraza), która znosi działanie cGMP. Zatem cała sztywność mija, krew odpływa, a nastrój się psuje. To właśnie tutaj zaczyna swoją magię sildenafil. Hamuje on powstawanie w organizmie PDE5 (cytrynian sildenafilu hamuje produkcję w ok.50%), zatem erekcja może dalej trwać. I nie jest to bynajmniej „chemiczna” erekcja, jak niektórzy wierzą. To nie w ten mechanizm ingeruje substancja lecznicza.
Czy zatem Inventum jest dla każdego? Niestety aż tak pięknie nie jest. Jak każdy lek, także i ten posiada swoje działania niepożądane, wchodzi w interakcje i może zaszkodzić przy pewnych schorzeniach. Przede wszystkim bezpieczniej będzie, jeśli przed zastosowaniem na własną rękę, skonsultują się z kardiologiem wszyscy pacjenci mający problemy z układem krążenia. Lek ten czasowo obniża ciśnienie i przy pewnych dolegliwościach, na przykład związanych z utrudnieniem odpływu krwi z lewej komory. Mogą także wystąpić zaburzenia widzenia, w tym widzenie na niebiesko…


Lek zaopatrzony jest w narzędzie diagnostyczne, w postaci ankiety, którą należy wypełnić przed zażyciem tabletki, aby sprawdzić, czy w ogóle można bezpiecznie taki produkt leczniczy stosować. Czy to się sprawdza w praktyce? Ciężko powiedzieć. Z jednej strony mężczyźni, którzy wstydzili się pójść z zaburzeniami erekcji do lekarza, mogą samodzielnie kupić w aptece remedium. Z drugiej strony niesie to pewne ryzyko- pacjent nie jest zdiagnozowany, bierze samodzielnie lek, a tymczasem wstydliwy objaw może być jedynie sygnałem świadczącym o rozwoju innej choroby. Ponadto, zastanawiające jest na ile takie narzędzie diagnostyczne jest skuteczne w odwodzeniu od stosowania u wszystkich panów z problemami kardiologicznymi? Jak na razie sildenafil budzi wiele pytań. Na pewno jest skuteczniejszą opcją niż szeroko reklamowane suplementy diety.