Wszystkie publikowane na blogu opinie są opiniami subiektywnymi.

Szukaj na tym blogu

16 stycznia 2018

Apap Przeziębienie - zaskocz przeziębienie!

źródło: www.apapprzeziebienie.pl

W wielu przypadkach początek przeziębienia to dla wielu osób duże zaskoczenie. Zabiegany tryb życia, ogrom obowiązków, nawał pracy a tutaj lekkie drapanie w gardle. Przez pierwsze dwie godziny można się łudzić, że samo przejdzie. Gdy jednak katar dosłownie zaczyna lać się z nosa, czas oficjalnie zaakceptować infekcję. Jakże pięknie by było, gdyby w końcu powstał lek, który po pierwszej dawce wyleczyłby nas z niechcianej przyjaźni z wirusem. Nowa reklama Apap przeziębienie chyba właśnie takie cudo prezentuje – zaskocz przeziębienie! Czy skład zdoła zaskoczyć także farmaceutów?




Reklama w przyjemny w odbiorze sposób prezentuje jak w błyskawiczny sposób można dojść do siebie w przypadku przeziębienia. Wystarczy dawka leku na wieczór, a rano…nie tylko przeziębienie jest zaskoczone naszym stanem zdrowia. Wygląda na to, że rodzina i pracownicy także. Cudowne uzdrowienie, chwytliwe hasło reklamowe i sukces gwarantowany. Kto by nie chciał spróbować nowego środka i nie męczyć się z uporczywymi objawami przeziębienia?


Skład leku Apap przeziębienie (1 saszetka):

  • ·         650mg paracetamolu
  • ·         50mg kwas askorbinowy
  • ·         10mg fenylefryny chlorowodorek

Paracetamol to substancja o działaniu przeciwbólowym oraz przeciwgorączkowym. Kwas askorbinowy to znana i lubiana witamina C. Z kolei chlorowodorek fenylefryny wykazuje działanie sympatykomimetyczne czyli odpowiada za skurcz naczyń krwionośnych. Efekt ten odczują osoby zmagające się z „zatkanym” nosem. Łagodzi objawy nieżytu nosa, w tym także pochodzenia alergicznego. Plusem jest forma leku, czyli rozpuszczalna w wodzie saszetka. Wpłynie to na szybsze wchłanianie substancji czynnych oraz efekt działania, czyli złagodzenie objawów przeziębienia. Czy jednak przeziębienie wyleczy? Nie. Jedynie zamaskuje objawy, a gdy stężenie substancji aktywnych z czasem zacznie spadać wszelkie niechciane symptomy powrócą jak bumerang.


Zatem niestety nie udało się zaskoczyć ani przeziębienia ani mnie. Nie ma tu nowego, magicznego dodatku, który pozbyłby się przeziębienia po pierwszej dawce. Szkoda, jakże wygodne byłoby wtedy życie. Bardzo chciałabym, aby kiedyś była taka możliwość, by faktycznie zaskoczyć przeziębienie. Jednak póki co praw natury nie da się oszukać. Apap przeziębienie to dobry lek, łagodzący symptomy, takie jak ból głowy, ból gardła, uczucie zatkanego nosa. Nie leczy jednak tych objawów, a jedynie je blokuje. Przynosi ulgę na kilka godzin, ale wirus dalej jest w nas, my dalej możemy zarażać innych. Jedyne co się zmienia, to skala odczuwanych objawów. Z pewnością poczujemy się lepiej po takim lekarstwie, ale obawiam się, że nie będzie to uczucie pełnego zdrowia, tak jak obrazuje to reklama.


Na koniec warto podkreślić, że saszetki na przeziębienie to nie rodzaj herbatki, którą można spożywać, kiedy i ile chcemy. Każda porcja leku zawiera substancje czynne, które oddziałują na nas i mogą wchodzić w interakcje z innymi zażywanymi przez nas lekami. Szczególną ostrożność powinny zachować, między innymi,osoby chorujące na nadciśnienie. Fenylefryna podnosi wartości zarówno skurczowego jak i rozkurczowego ciśnienia tętniczego krwi.

Przed zażyciem leku skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą.

31 października 2017

Dafurag max – leczy zapalenie pęcherza

źródło: dafurag.pl

Zapalenie pęcherza moczowego nie jest już tak kłopotliwe w samoleczeniu. Rewolucja przyszła kilka lat temu wraz z pierwszym opakowaniem leku OTC zawierającego furaginę. Oczywiście fakt ten dostrzeżono także w reklamach, dzięki czemu informacja dotarła do wielu kobiet zmagających się z tą dolegliwością. Jak by nie patrzeć, jest to spore ułatwienie a zarazem rzecz niebywała. Substancja o działaniu przeciwbakteryjnym, do stosowania wewnętrznego jest dostępna ot tak, dla każdego. Bez potrzeby wizyty lekarskiej.



Reklama Dafurag max spełnia idealnie swoją rolę informacyjną. Pacjentka z zapaleniem pęcherza, dość pilną sprawą, pojawia się w aptece. Nie ma jednak recepty. Na pomoc rusza farmaceutka, sądząc po tonie wypowiedzi – znajoma pacjentki. Recepty nie potrzeba, weź Dafurag max z najwyższą na rynku zawartością furaginy w jednej tabletce. Dodatkowo dowiemy się, że dzięki temu dawkowanie jest proste, leczy zapalenie pęcherza a sam produkt to „pierwsza tabletka z furaginą w podwójnej dawce”.

Skład leku Dafurag max (1 tabletka) :
  • ·         100 mg furazydyny (furaginy)

Furazydyna, inaczej zwana furaginą jest chemioterapeutykiem o szerokim zakresie działania przeciwbakteryjnego. Wydalana jest z moczem, w którym osiąga o wiele wyższe stężenia niż we krwi, stąd jej zastosowanie np. w infekcjach pęcherza moczowego. Wskazaniem do stosowania tej substancji są: ostre i przewlekłe zakażenia dróg moczowych a także długotrwałe zapobieganie nawrotom tych zakażeń.  Zatem wszystko się zgadza z przekazem reklamowym. Tylko czy jest to bezpieczny przekaz dla pacjenta?

Zapalenie pęcherza moczowego znacznie częściej zdarza się u kobiet niż u mężczyzn. Wszystkiemu winna anatomia, a konkretnie długość i szerokość cewki moczowej oraz jej oddalenie od odbytu. Czynników predysponujących do infekcji może być wiele. Czasem wystarczy 
  • spadek odporności, 
  • za mała bądź nadmierna higiena osobista, 
  • syntetyczna, mało przewiewna bielizna 
  • i wiele, wiele innych
Gdy problem ma charakter nawracający, warto zrobić wtedy posiew moczu wraz z antybiogramem (przed wzięciem jakichkolwiek leków!) aby zobaczyć co tak naprawdę nas atakuje i na jakie antybiotyki dany mikroorganizm odpowiada. Może się okazać, że wcale furagina nie jest dobrym lekiem i konieczne jest wprowadzenie innego antybiotyku, który wyleczy i zapobiegnie przykrym nawrotom. Mimo, że odporność bakterii na furaginę rzadko się rozwija, jednak taka opcja istnieje. Druga kwestia to spektrum działania, które nie obejmuje wszystkich bakterii jakie mogą zaatakować drogi moczowe. Nie zawsze to E.coli jest wszystkiemu winna…

Bardziej kontrowersyjne dla mnie, dla farmaceuty jest wypuszczenie na rynek OTC furaginy w dawce 100mg w jednej tabletce, gdy wersje na receptę zawieraja dawkę jedynie 50mg. Jak to możliwe? Od kiedy większe dawki są łatwiej dostępne? I czy naprawdę dzięki temu pacjent ma łatwiejsze dawkowanie? Według mnie wcale nie. Łatwe dawkowanie to 1 x 1, czyli jedna dawka leku na dobę. Im częstsze dawkowanie 2x1, 3x1, 3x2 tym niestety większe szanse na to, że pacjent nie będzie pamiętał o kolejnych dawkach, a od tego zależy sukces farmakoterapii zwłaszcza antybiotykami i chemioterapeutykami. W przypadku Dafuragu max, to „proste” dawkowanie to 3x1 tabletka. W poprzednich klasycznych wersjach leku (zawierających 50mg w 1 tabletce) dawkowanie było równie częste, tylko zamiast jednej, zażywało się 2 tabletki (3x2). Zatem wcale to nie jest aż taka lepsza zmiana. I tak, i tak trzeba co 8 godzin sięgnąć po lek. Kolejny haczyk to przyjmowanie go regularnie przez 7-8 dni, a nie odstawienie jak tylko odczujemy poprawę. Wcześniejsze przerwanie kuracji grozi jej rychłym powrotem. Po prostu nie wszystkie bakterie zginą.

Podsumowując: dobrze, że taki lek jest na rynku leków OTC, jednak w mojej opinii niepotrzebnie pojawił się w dawce 100mg. Ani nie ułatwia to znacząco dawkowania, ani nie skraca czasu stosowania leku. Niektóre spoty reklamowe konkurencyjnych preparatów z furaginą, sugerują wręcz, że po jednej tabletce leku wszystkie objawy mijają, jak ręką odjął. Niestety tak ten lek nie działa. Należy uzbroić się w cierpliwość, pić dużo płynów, zakwaszać mocz np. witaminą C, gdyż przy infekcjach jego pH rośnie i regularnie, co 8 godzin sięgać po porcję furaginy. A gdy tylko infekcja nawróci….do lekarza!

Przed spożyciem leku skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą.


12 października 2017

Dropingo - ząbki dokładnie umyte


źródło: aflofarm.pl

Jak sprawdzić czy dziecko dokładnie myje ząbki? Teraz to proste, dzięki specjalnym kropelkom wszystko widać jak na dłoni. Wiele czytelników napisało do mnie z prośbą aby omówić tą konkretną reklamę, gdyż podobno w składzie tego specyfiku znajduje się coś szkodliwego i rakotwórczego. Czas przyjrzeć się z bliska Dropingo i zobaczyć co w nim straszy.



Sama reklama jest całkiem przyjemna w odbiorze. Przynajmniej przy pierwszym oglądaniu. Przy setnym już nieco działa na nerwy a człowiek się zastanawia czy mały Filip gdzieś tam nie płacze z frustracji, że tych zębów domyć nie może;) Mama Filipa opowiada o problemach z myciem zęba dziecka. Wiadomo, maluch kombinuje, a tu umyje od niechcenia, a tu na sprintera. Finalnie zęby źle umyte to w przyszłości większe ryzyko próchnicy i częstszych wizyt u dentysty. Rozwiązaniem jest Dropingo. Kropelki dodawane do wody przed myciem zębów. Barwią osad nazębny na niebiesko i widać dokładnie gdzie należy dokładnie ząbki umyć. Filip szczęśliwy, mama zadowolona a widmo wizyty u dentysty ucieka w siną dal...

Skład kropelek Dropingo:

Aqua, Sodium Benzoate/ Potassium Sorbate, Parfum, Polysorbate 80, Sucralose, CI 42090, Citric Acid

Jak widać, omawiany preparat jest kosmetykiem. Co tu dużo ukrywać, nie znoszę omawiania kosmetyków dlatego postanowiłam odesłać Was do profesjonalnego opisu przygotowanego przez specjalistkę od kosmetycznych składów srokao.pl. Tak się złożyło, że całkiem niedawno omawiała Dropingo na swoim blogu, zapraszam do lektury tutaj

Problematycznym składnikiem, wywołującym tyle obaw jest barwnik - błękit brylantowy. Jest barwnikiem spożywczym, dodawanym do żywności i może powodować między innymi podrażnienia żołądka. Powinny go unikać przede wszystkim osoby uczulone na salicylany. Czy powinniśmy się go bać w preparacie do barwienia płytki nazębnej? Myślę, że nie.
Po pierwsze i najważniejsze - nie spożywamy tego barwnika. Płyn przeznaczony jest dla dzieci powyżej 3 roku życia, które umieją już płukać usta i wypluwać oraz dorosłych. Zatem barwnik nie powinien dostać się do naszego przewodu pokarmowego. Jeśli boimy się, że dziecko płyn połknie, nie podawajmy tego specyfiku. Przecież jeszcze będzie wiele okazji w przyszłości, jak już maluch opanuje bezpieczne płukanie jamy ustnej.
Po drugie- dawka jest malutka, można by nawet powiedzieć, że homeopatyczna:) dodajemy 2 krople preparatu na 15ml wody. Jamę ustną płuczemy i wypluwamy płyn.
Po trzecie- preparatu nie stosujemy regularnie, tylko raz na jakiś czas. 
Po czwarte - może się okazać, że większe dawki tego barwnika dziecko zajada ze słodyczami niż będzie podane w dwóch kroplach Dropingo. Zatem proszę czytać skład słodyczy i unikać barwnika o uroczym numerze E133.

Z punktu widzenia farmaceutycznego, uważam, że produkty tego typu, które można zaliczyć do kategorii "gadżety stomatologiczne", jak najbardziej mają sens. Nawet są dość często poszukiwane przez rodziców. Jest to świetny element edukacyjny aby pokazać dziecku o co tak naprawdę chodzi w myciu zębów i jak wyglądają ząbki umyte niedokładnie. Myślę, że takie zastosowanie Dropingo przydałoby się też wielu dorosłym. Uważam, że wiele osób zdziwiłoby się na jakim poziomie plasuje się ich mycie zębów:)

Na pewno warto podkreślić, że płyn może zabarwić niektóre wypełnienia w zębach a także elementy aparatów ortodontycznych. Dlatego małych pacjentów ortodontycznych nie namawiajmy do zabawy w barwienie osadu nazębnego. 

Podsumowując całość: nie taki diabeł straszny, jak go opisują. Boimy się barwnika, jednak nie ma od udowodnionego działania szkodliwego. W tym wypadku opcja jest całkiem bezpieczna - płynu z barwnikiem nie połyka się, a jedynie płucze usta przed myciem zębów. Sama idea jest fajna i warta wykorzystania raz na jakiś czas. Z pewnością o wiele lepiej wpłynie na wyobraźnię dziecka, gdy naocznie zobaczy jak wyglądają zęby źle umyte niż jak usłyszy jedynie od nas przekaz słowny.

Przed zakupem skonsultuj się z dentystą lub farmaceutą:)

3 października 2017

Orthoveral – perfekcyjna higiena jamy ustnej!

źródło: orthoveral.pl

Pasty i żele do mycia zębów to obszerny dział kosmetyków  a także produktów leczniczych, całkiem często reklamowanych w telewizji. Niektóre z nich można nabyć w aptece, a ich działanie oprócz utrzymania jamy ustnej w czystości sprowadza się także do łagodzenia stanów zapalnych, efektu przeciwbakteryjnego czy mniejszej ścieralności. Dużą grupę pacjentów poszukujących w aptece odpowiednich preparatów i akcesoriów stomatologicznych stanowią osoby noszące aparaty ortodontyczne. Zatem nic dziwnego, gdy pojawiła się reklama specyfiku typowo dla nich.



W reklamie pani będąca lekarzem stomatologiem (w stopniu doktora nauk medycznych) informuje, iż osoby noszące aparaty ortodontyczne nie są w stanie dokładnie usunąć wszystkich bakterii z każdego miejsca a to może doprowadzić do próchnicy. Rozwiązaniem jest Orthoveral, specjalistyczny żel do czyszczenia zębów, dostępny w aptekach. Działa silnie przeciwbakteryjnie, także w miejscach trudno dostępnych, zawiera wysoką dawkę fluoru oraz łagodzi podrażnienia powstałe na skutek użytkowania aparatu. Stosowanie żelu to perfekcyjna higiena jamy ustnej.

Skład : Orthoveral żel
Sorbitol, Aqua, Propylene Glycol, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Hydrated Silica, Isomalt, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, l-Menthol,  Sodium Fluoride, Chlorhexidine gluconate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, o-Cymen-5-ol, Bisabolol,  Glycerin/ Zingiber Officinale Root Extract, Sodium Saccharin, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Parfum

Zawartość fluoru: 1450 ppm

Żel Orthoveral to kosmetyk, stąd i skład podany typowo dla tej kategorii. Najważniejsze informacje z tego spisu to: związek fluoru i jego zawartość, chlorheksydyna, bisabolol oraz wyciąg z kłącza imbiru. Jeśli chodzi o fluor, obecne wytyczne dotyczące past do zębów stosowanych w codziennej higienie jamy ustnej, mówią, iż taki produkt dedykowany osobom dorosłym powinien zawierać 1000-1500 ppm fluoru. Czy zatem 1450 ppm to dużo? Tak, ale istnieją na rynku preparaty do fluoryzacji zębów o znacznie większej zawartości. Taka ilość nie jest niczym niezwykłym ani wyróżniającym się. Typowe pasty do zębów z tzw. średniej półki z drogerii także mają taką zawartość fluoru. Wyciąg z kłącza imbiru oraz bisabolol to faktycznie dobre dodatki do kosmetyku dedykowanego osobom, u których różne stany zapalne i drobne urazy w jamie ustnej będą występowały znacznie częściej, a tak to wygląda niestety u osób leczonych ortodontycznie. Bisabolol posiada działanie przeciwzapalne, imbir odświeżające. Obie substancje działają odkażająco. A chlorheksydyna?

Chlorheksydyna to popularny związek stosowany w stomatologii o działaniu bakteriobójczym i bakteriostatycznym a także oddziałującym na niektóre wirusy, drożdże czy pierwotniaki. Jej działanie polega także na hamowaniu odkładania się płytki nazębnej – co wynika z działania antybakteryjnego. Zatem w przypadku osób noszących aparaty ortodontyczne, taki dodatek wydaje się jak najbardziej wskazany. Wszystkie elementy aparatu faktycznie nie ułatwiają dokładnego wyczyszczenia. Ale…jak każdy lek, także chlorhekysyna posiada swoje działanie uboczne. I niestety, przy dłuższym stosowaniu może dojść do brunatnego przebarwienia języka, zębów oraz wypełnień z materiałów złożonych oraz zaburzenia smaku. Zatem stosowanie past do zębów, żeli czy płukanek z tym związkiem, u osób sprawnych, które są w stanie samodzielnie dbać o higienie jamy ustnej, ma sens. Jednak nie powinno być kontynuowane długotrwale. Zazwyczaj bezpiecznie można stosować preparaty z chlorheksydyną do 4 tygodni. Dłuższe stosowanie powinno być skonsultowane z lekarzem stomatologiem. Dodatkowo warto wspomnieć, że oprócz bakterii szkodliwych związek ten także zaburzy naszą mikroflorę pożyteczną. Zatem, gdy pojawiają się stany zapalne, drobne ranki, bądź urazy po zabiegach stomatologicznych – wtedy stosowanie przyniesie korzyści. Ale po zagojeniu się czy wyleczeniu problemu najlepiej taki preparat odstawić i sięgnąć po zwykły, jedynie z fluorem plus do tego płukanka do ust, bez chlorheksydyny w składzie, aby efekt był lepszy.


Podsumowując wszystkie informacje, dochodzę do wniosku, że taki produkt w aptece jest przydatny. Myślę, że będzie odpowiedni dla osób noszących aparaty ortodontyczne, jednak najlepiej jak jego stosowanie zostanie wcześniej skonsultowane z dentystą. Niestety przekaz reklamowy jakby zapomina o dość ważnej kwestii,  podkreślając inne, wcale nie takie wyróżniające jak chociażby zawartość fluoru (ot, standardowa). Niezaprzeczalnym minusem jest fakt, że nie można stosować takiego preparatu długotrwale. A aparaty ortodontycznie zazwyczaj użytkowane są przez długie miesiące.

21 sierpnia 2017

Reprintic - tatuaż jak nowy!

źródło: reprintic.pl

Dzięki reklamie dowiedziałam się, że istnieje coś takiego, jak krem pielęgnacyjny do tatuaży. Pytanie, co to za cudo, wycelowane precyzyjnie w niszę osób posiadających pewne ozdoby na skórze. Jako osoba nie posiadająca tatuażu, tym chętniej podejmę się tematu aby odkryć co takiego niesamowitego ma w składzie ten produkt i jak wpływa na barwnik wprowadzony pod skórę.




Reklama w prosty sposób obrazuje działanie kremu. Wyblakły tatuaż osoby używającej kremu nagle nabiera głębi barw, intensywności i pięknego rumieńca. To normalne, że z czasem tatuaże tracą swoją głębie barw, jednak tak nie musi być wedle hasła marketingowego. A nawet jeśli już jesteśmy posiadaczami smętnego, wyblakłego obrazka, wystarczy skórę posmarować kremem Reprintic. Efekt? Kosmetyk ochroni przed dalszym blaknięciem a przede wszystkim przywróci intensywność barw. Brzmi to tak niesamowicie, że pozostaje postawienie jednego pytania: Jak?


Skład preparatu Reprintic:
  • ·         Dragon’s blood
  • ·         Mieszanina olejów: lnianego, monoi, z pestek róży rdzawej
  • ·         Witamina A
  • ·         Witamina E
  • ·         Filtr UVA/UVB SPF 10


Z pewnością fani ”Gry o tron” uśmiechną się pod nosem czytając skład omawianego kremu. Według informacji zamieszczonej przez producenta, sok smocza krew pozyskiwany jest z kory drzewa Croton Lechreli. Ma działanie ochronne na komórki skóry oraz regeneracyjne. Wzmacnia barierę skóry, stymuluje produkcję kolagenu i elastyny oraz posiada działanie silnie przeciwutleniające. Mieszanina olei ma za zadanie zmiękczyć naskórek, nawilżyć go i zregenerować. Witaminy A i E to nawilżenie, odżywienie ujędrnienie i wygładzenie naskórka, a filtr UVA/UVB chroni przed niekorzystnym wpływem promieni słonecznych na skórę a także na sam tatuaż. Finalnie skóra jest gładka, lśniąca, nawilżona a co za tym idzie tatuaż prezentuje się o wiele korzystniej niż przed aplikacją.


Jeśli już wiemy jak działa omawiany krem, warto przyjrzeć się nazwie, którą skróciłam do prostego: Reprintic. Jednak uważniejsi widzowie zauważą, że tak naprawdę omawiamy tutaj „Reprintic Genuine Tattoo Care Color Protect with Anti- Fade Formula”. W wolnym tłumaczeniu z języka angielskiego: Reprintic oryginalny krem do tatuaży z formułą przeciw blaknięciu. Jest to o tyle ciekawe, że krem jest produkcji polskiej, dedykowany dla odbiorców mieszkających w Polsce i posługujących się językiem polskim. Skąd zatem anglicyzmy? Czy mają za zadanie zwiększenie zaufania do produktu, jako „zachodniego”? Odpowiedź na to pytanie jest całkiem prosta. Wyszłam z założenia, że Reprintic jest tylko reklamowany w Polsce. I tu okazało się, że jestem w błędzie. Produkt bowiem dostępny jest także w Niemczech :D




Mamy zatem krem z zachodnią nazwą i kolorową reklamę trafiającą w czuły punkt posiadaczy tatuaży. Niestety tatuaże z czasem blakną. Barwnik wstrzykiwany pod skórę, ulega rozkładowi z czasem. Przyczynia się do tego w większym bądź mniejszym stopniu ekspozycja na promienie słoneczne a także kondycja skóry. Więc jeśli mamy tatuaż w widocznym miejscu np. przedramieniu i latem często chodzimy w koszulkach, które umożliwią jego pokazanie – niestety ryzyko blaknięcia będzie większe. Co zatem zrobić, żeby spowolnić ten proces a nasz tatuaż prezentował się dobrze? Jest na to proste rozwiązanie. Regularny peeling danego miejsca usunie martwe komórki naskórka. Do tego codzienne smarowanie nawilżającym kremem albo oliwką. Efekt? Zadbana i nawilżona skóra pełna blasku. Proste.


Nawilżona skóra to ładna skóra, a tym samym ładnie wyglądający tatuaż. Na lato warto sięgnąć po krem z filtrem UV, który i tak zaleca się stosować regularnie. Czy zatem trzeba koniecznie sięgać po Reprintic ze smoczą krwią? Jako, że tatuaż zazwyczaj zostaje z nami do końca życia, także jego pielęgnacja danym specyfikiem powinna być wobec tego stosowana równie długo jeśli chcemy aby wyglądał pięknie. To może na początek nawilżanie i dobry filtr SPF minimum 30 na słoneczne dni. Patrząc na skład omawianego produktu, myślę, że na drogeryjnych półkach znajdziemy wiele innych specyfików z lepszym składem. Może nie będą miały formuły „anti-fade” dla tatuaży, ale z pewnością odżywią i nawilżą skórę dając taki efekt. Czemu zatem Reprintic dostępny jest w aptece? Dobre pytanie.

Przed zakupem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą:)