Wszystkie publikowane na blogu opinie są opiniami subiektywnymi.

Szukaj na tym blogu

21 sierpnia 2017

Reprintic - tatuaż jak nowy!

źródło: reprintic.pl

Dzięki reklamie dowiedziałam się, że istnieje coś takiego, jak krem pielęgnacyjny do tatuaży. Pytanie, co to za cudo, wycelowane precyzyjnie w niszę osób posiadających pewne ozdoby na skórze. Jako osoba nie posiadająca tatuażu, tym chętniej podejmę się tematu aby odkryć co takiego niesamowitego ma w składzie ten produkt i jak wpływa na barwnik wprowadzony pod skórę.




Reklama w prosty sposób obrazuje działanie kremu. Wyblakły tatuaż osoby używającej kremu nagle nabiera głębi barw, intensywności i pięknego rumieńca. To normalne, że z czasem tatuaże tracą swoją głębie barw, jednak tak nie musi być wedle hasła marketingowego. A nawet jeśli już jesteśmy posiadaczami smętnego, wyblakłego obrazka, wystarczy skórę posmarować kremem Reprintic. Efekt? Kosmetyk ochroni przed dalszym blaknięciem a przede wszystkim przywróci intensywność barw. Brzmi to tak niesamowicie, że pozostaje postawienie jednego pytania: Jak?


Skład preparatu Reprintic:
  • ·         Dragon’s blood
  • ·         Mieszanina olejów: lnianego, monoi, z pestek róży rdzawej
  • ·         Witamina A
  • ·         Witamina E
  • ·         Filtr UVA/UVB SPF 10


Z pewnością fani ”Gry o tron” uśmiechną się pod nosem czytając skład omawianego kremu. Według informacji zamieszczonej przez producenta, sok smocza krew pozyskiwany jest z kory drzewa Croton Lechreli. Ma działanie ochronne na komórki skóry oraz regeneracyjne. Wzmacnia barierę skóry, stymuluje produkcję kolagenu i elastyny oraz posiada działanie silnie przeciwutleniające. Mieszanina olei ma za zadanie zmiękczyć naskórek, nawilżyć go i zregenerować. Witaminy A i E to nawilżenie, odżywienie ujędrnienie i wygładzenie naskórka, a filtr UVA/UVB chroni przed niekorzystnym wpływem promieni słonecznych na skórę a także na sam tatuaż. Finalnie skóra jest gładka, lśniąca, nawilżona a co za tym idzie tatuaż prezentuje się o wiele korzystniej niż przed aplikacją.


Jeśli już wiemy jak działa omawiany krem, warto przyjrzeć się nazwie, którą skróciłam do prostego: Reprintic. Jednak uważniejsi widzowie zauważą, że tak naprawdę omawiamy tutaj „Reprintic Genuine Tattoo Care Color Protect with Anti- Fade Formula”. W wolnym tłumaczeniu z języka angielskiego: Reprintic oryginalny krem do tatuaży z formułą przeciw blaknięciu. Jest to o tyle ciekawe, że krem jest produkcji polskiej, dedykowany dla odbiorców mieszkających w Polsce i posługujących się językiem polskim. Skąd zatem anglicyzmy? Czy mają za zadanie zwiększenie zaufania do produktu, jako „zachodniego”? Odpowiedź na to pytanie jest całkiem prosta. Wyszłam z założenia, że Reprintic jest tylko reklamowany w Polsce. I tu okazało się, że jestem w błędzie. Produkt bowiem dostępny jest także w Niemczech :D




Mamy zatem krem z zachodnią nazwą i kolorową reklamę trafiającą w czuły punkt posiadaczy tatuaży. Niestety tatuaże z czasem blakną. Barwnik wstrzykiwany pod skórę, ulega rozkładowi z czasem. Przyczynia się do tego w większym bądź mniejszym stopniu ekspozycja na promienie słoneczne a także kondycja skóry. Więc jeśli mamy tatuaż w widocznym miejscu np. przedramieniu i latem często chodzimy w koszulkach, które umożliwią jego pokazanie – niestety ryzyko blaknięcia będzie większe. Co zatem zrobić, żeby spowolnić ten proces a nasz tatuaż prezentował się dobrze? Jest na to proste rozwiązanie. Regularny peeling danego miejsca usunie martwe komórki naskórka. Do tego codzienne smarowanie nawilżającym kremem albo oliwką. Efekt? Zadbana i nawilżona skóra pełna blasku. Proste.


Nawilżona skóra to ładna skóra, a tym samym ładnie wyglądający tatuaż. Na lato warto sięgnąć po krem z filtrem UV, który i tak zaleca się stosować regularnie. Czy zatem trzeba koniecznie sięgać po Reprintic ze smoczą krwią? Jako, że tatuaż zazwyczaj zostaje z nami do końca życia, także jego pielęgnacja danym specyfikiem powinna być wobec tego stosowana równie długo jeśli chcemy aby wyglądał pięknie. To może na początek nawilżanie i dobry filtr SPF minimum 30 na słoneczne dni. Patrząc na skład omawianego produktu, myślę, że na drogeryjnych półkach znajdziemy wiele innych specyfików z lepszym składem. Może nie będą miały formuły „anti-fade” dla tatuaży, ale z pewnością odżywią i nawilżą skórę dając taki efekt. Czemu zatem Reprintic dostępny jest w aptece? Dobre pytanie.

Przed zakupem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą:)


  

18 lipca 2017

Travisto - i trawisz to!

źródło: travisto.pl

Wiadomo, że wiele smacznych rzeczy niestety jest ciężkostrawna. Dodając do tego wiedzę otrzymaną z telewizji czy pseudonaukowych wiadomości, obwiniamy o to jeden składnik – tłuszcz. Producenci żywności prześcigają się w wymyślaniu co raz to nowszych produktów z serii „light”, aby osobom na diecie odchudzającej ułatwić zadanie. Nawet z reklamy dowiemy się, że jeśli dolega nam uczucie pełności, ciężkości na żołądku czy wzdęcia to sprawca jest tylko jeden – wstrętny, niedobry tłuszcz. Tylko czy naprawdę on jest winien? Czy rozwiązanie jest tak proste?




Najnowsza odsłona suplementu diety Travisto to obraz sklepu i klientów, którzy kupują ulubione produkty spożywcze. Niestety każdy z nich może wywołać jakże nieprzyjemne objawy ciężkości, przejedzenia czy gazów. Pani sięga do półki z nabiałem bo bliżej nieokreślone pudełko, pan trzyma mrożoną pizzę, a ostatnia pani odważa fasolkę szparagową. Co zrobić gdy zachcianka jest, wiemy, że będziemy cierpieć a mimo to brniemy w to dalej? Pozostaje Travisto, który łagodzi wszystkie nieprzyjemne objawy bo pomaga trawić tłuszcz. Proste.

Skład preparatu Travisto (w 2 tabletkach):
  • ·         Wyciąg z mięty pieprzowej 100mg
  • ·         Wyciąg z ziela karczocha 250mg
  • ·         Ekstrakt z owoców kopru 40mg
  • ·         Wyciąg z ostryżu długiego 200mg


Sam skład jest mieszaniną ziół o działaniu rozkurczającym, przeciwwzdęciowym, pobudzającym wydzielanie żółci. W przypadku karczocha dodatkowo jest to działanie hepatoochronne i  obniżające poziom lipidów. Jednak potrzebne do tego są odpowiednie dawki, więc pytanie czy nie lepiej każdy z tych surowców rozpatrzyć osobno. Na przykład jeśli są problemy z wątrobą skupić się na preparacie zawierającym jedynie ekstrakt z karczocha. W każdym razie powyższy skład powinien poprawić samopoczucie u osób przejedzonych lub zmagających się ze wzdęciami. Taki sam, a może lepszy, bo dodatkowo nawadniający efekt da wypicie herbaty z mięty bądź kopru.


Teraz najważniejsza kwestia, czyli czy to tłuszcz jest głównym winowajcą? Otóż patrząc na produkty wybrane prze klientów reklamowego sklepu, niestety można dojść do innych wniosków. Niezidentyfikowany produkt nabiałowy jeśli powoduje opisane sensacje żołądkowo-jelitowe może świadczyć o nietolerancji laktozy. Zatem w tym przypadku niekoniecznie tłuszcze są winne. Mrożona pizza? Warto zerknąć na skład takiego produktu. Poza tym, że pizza jednej ze znanych marek zawiera 1000kcal, a są na pewno osoby, które całą jedną zjedzą, to głównym składnikiem są węglowodany. I to niestety bardzo łatwo przyswajalne. Powoduje to, że wchłaniają się bardzo szybko, powodują duży skok poziomu glukozy we krwi, my czujemy się bardzo przejedzeni, wręcz nam niedobrze, po czym po godzinie cukier gwałtownie spada, a my czujemy się znów głodni….błędne koło.


Ostatnia pani sięga po fasolkę szparagową. Bardzo zdrowy i dobry produkt, bogaty w białko i błonnik. Dlaczego zatem reklama przedstawia to w świetle tłuszczy? Wiadomo, że warzywa strączkowe mogą być źródłem wzdęć, jednak to wynika głównie z blokowania enzymów odpowiedzialnych na trawienie białek. Poza tym dla osób nieprzyzwyczajonych do dużych ilości błonnika, to właśnie ten składnik może wywołać nieprzyjemne gazy. A zatem znów to nie tłuszcz.
Podsumowując to wszystko, musze stwierdzić, że nie podoba mi się takie piętnowanie tłuszczy, które też są niezbędnym elementem diety. Wprowadza to konsumentów w błąd, nawet tych co czytają skład kupowanych produktów. To nie zawsze tłuszcze są winne. Oczywiście ideałem jest aby wybierać tylko te dobre i unikać oleju palmowego, który jest ostatnio na bogato dodawany do żywności przetworzonej. Jednak warto także zerkać na węglowodany, zwłaszcza w czasach, gdy co raz więcej osób, w tym dzieci cierpi na nadwagę i insulinooporność. Szkoda, że o tym reklama nie wspomina.




31 maja 2017

Inventum – teraz chcieć znaczy móc

źródło: i-apteka.pl

Reklamy preparatów na potencję goszczą w telewizji i w radio od długiego czasu. Zazwyczaj mało wymyślne, opatrzone tandetnymi hasłami, sprawiają, iż w społeczeństwie temat ten nieco spowszedniał. Do tej pory zazwyczaj były to suplementy diety obiecujące wspaniałe efekty. Zazwyczaj w spotach medialnych milczeniem zbywano dość istotną informacje, a mianowicie, że efekt nie jest natychmiastowy. Niestety nawet nie jest do osiągnięcia po kilku godzinach. Szczerze mówiąc,  dopiero kilkutygodniowe regularne stosowanie może da efekty. Dlatego pewną rewolucją było wprowadzenie bez recepty leku zawierającego w składzie sildenafil, cudowny środek ze słynnej Viagry, która zrewolucjonizowała świat. Tutaj nie ma mowy o niedopowiedzeniach. Konkretny lek, konkretny efekt, bez konieczności załatwiania recepty. Dla wielu mężczyzn zdarzenie to miało duże znaczenie, czasem zmieniające ich życie i problemy. Czy faktycznie sildenafil jest dla każdego, aby móc kiedy się chce?

Kolejny producent zdecydował się na wypuszczenie swojego produktu leczniczego zawierającego w składzie sildenafil. Tym razem pod nazwą Inventum znajdziemy tabletki do rozgryzania i żucia. Reklama przekazuje prosty i merytoryczny przekaz – to nie są kolejne zwykłe tabletki wspomagające potencję, to lek wywołujący erekcję. W składzie ta sama substancja, co w „niebieskich tabletkach”. Bez recepty. Działa szybko, praktycznie w każdym wieku, cóż więcej zatem chcieć?

Skład preparatu Inventum:

·         25mg cytrynianu sildenafilu


Wokół słynnych „niebieskich tabletek”, które wywołały sporą rewolucję w farmakologii, krąży kilka mitów na temat ich działania. Wiele osób mylnie wierzy, że po zażyciu takiego leku u mężczyzny pojawia się nieustająca erekcja, która trwa i trwa…aż tabletka przestanie działać. Może w komediach jest to realne, jednak w prawdziwym życiu substancja czynna leku działa inaczej. A w omawianym przypadku, mimo odniesień do Viagry, nawet kolor się nie zgadza. Zamiast męskiego niebieskiego i charakterystycznego kształtu diamentu mamy białą, trójkątną tabletkę.

Jaki jest zatem mechanizm działania tego leku? Na początku musi być…bodziec erotyczny. Bez niego nici z efektu. Zatem mężczyzna bierze tabletkę, czeka na rozpoczęcie działania – wg reklamy 25 minut – a według szczegółowych danych z Charakterystyki Produktu Leczniczego pomiędzy 16 a 37 minut przy przyjęciu na czczo (25min to w tym wypadku mediana), a po posiłku nieco dłużej. Realnie lepiej przyjąć 60 minut, zwłaszcza, gdy plany poprzedza na przykład romantyczna kolacja. Gdy pojawi się bodziec, w mózgu uwalniana jest duża ilość dopaminy w tzw. „ścieżce nagrody”. To z kolei prowadzi do uwalniania tlenku azotu w całym organizmie, także w ciałach jamistych prącia. A tlenek azotu powoduje wydzielanie niezbędnej do utrzymania erekcji substancji – cGMP. W sumie opisany mechanizm dzieje się także bez zażycia sildenafilu. Jest to po prostu biochemia erekcji. Zatem jak działa męski lek?

Po akcie seksualnym, albo gdy mechanizmy erekcji są zaburzone, to znacznie wcześniej, do prącia dociera PDE5 (fosfodiesteraza), która znosi działanie cGMP. Zatem cała sztywność mija, krew odpływa, a nastrój się psuje. To właśnie tutaj zaczyna swoją magię sildenafil. Hamuje on powstawanie w organizmie PDE5 (cytrynian sildenafilu hamuje produkcję w ok.50%), zatem erekcja może dalej trwać. I nie jest to bynajmniej „chemiczna” erekcja, jak niektórzy wierzą. To nie w ten mechanizm ingeruje substancja lecznicza.
Czy zatem Inventum jest dla każdego? Niestety aż tak pięknie nie jest. Jak każdy lek, także i ten posiada swoje działania niepożądane, wchodzi w interakcje i może zaszkodzić przy pewnych schorzeniach. Przede wszystkim bezpieczniej będzie, jeśli przed zastosowaniem na własną rękę, skonsultują się z kardiologiem wszyscy pacjenci mający problemy z układem krążenia. Lek ten czasowo obniża ciśnienie i przy pewnych dolegliwościach, na przykład związanych z utrudnieniem odpływu krwi z lewej komory. Mogą także wystąpić zaburzenia widzenia, w tym widzenie na niebiesko…


Lek zaopatrzony jest w narzędzie diagnostyczne, w postaci ankiety, którą należy wypełnić przed zażyciem tabletki, aby sprawdzić, czy w ogóle można bezpiecznie taki produkt leczniczy stosować. Czy to się sprawdza w praktyce? Ciężko powiedzieć. Z jednej strony mężczyźni, którzy wstydzili się pójść z zaburzeniami erekcji do lekarza, mogą samodzielnie kupić w aptece remedium. Z drugiej strony niesie to pewne ryzyko- pacjent nie jest zdiagnozowany, bierze samodzielnie lek, a tymczasem wstydliwy objaw może być jedynie sygnałem świadczącym o rozwoju innej choroby. Ponadto, zastanawiające jest na ile takie narzędzie diagnostyczne jest skuteczne w odwodzeniu od stosowania u wszystkich panów z problemami kardiologicznymi? Jak na razie sildenafil budzi wiele pytań. Na pewno jest skuteczniejszą opcją niż szeroko reklamowane suplementy diety. 

28 kwietnia 2017

Diclofenacum fastum – włącz się do ruchu

źródło: mediafm.net

W świecie aptecznym pewne nazwy własne odruchowo włączają ciąg skojarzeń wśród pacjentów. Nic więc dziwnego, gdy producenci wykorzystują to zjawisko aby wypromować swoje nowe produkty. Czasem takie nazewnictwo może wprowadzać odbiorców w błąd, sugerując zupełnie inny skład niż ten rzeczywisty. Takim ciekawym przykładem jest nowa maść przeciwbólowa. Co zatem może być z nią nie tak?

Reklama żelu Diclofenacum Fastum dedykowana jest wszystkim osobom, u których wraz z wiekiem pojawiają się dolegliwości bólowe związane ze stanem zapalnym. Gdy pojawiają się ograniczenia w wykonywaniu codziennych czynności, takich jak spacer z psem, wejście po schodach, trzeba coś z tym zrobić. Rozwiązaniem jest żel o działaniu przeciwzapalnym, przeciwbólowym i chłodzącym, który szybko przywraca sprawność dzięki czemu senior może z powrotem powrócić do aktywności. Nawet do jazdy na rowerze.



Skład żelu Diclofenacum Fastum:

·         10mg/g diclofenaku sodowego

Sama substancja czynna jest dobrym środkiem o działaniu przeciwbólowym i przeciwzapalnym. Jak najbardziej sprawdzi się na bóle stawowe czy mięśniowe. Także przy obrzękach i urazach. Jednak zaprezentowane w spocie dolegliwości, jak zwykle jeśli chodzi o dedykację osobom starszym, wskazują na bóle przewlekłe, związane na przykład ze zwyrodnieniami. Myślę, że w takich sytuacjach, żel może się okazać za słaby i niestety nie spowoduje nagłego wzrostu aktywności fizycznej. Raczej wskazana byłaby konsultacja z lekarzem, aby odkryć przyczynę takiego stanu i wprowadzić odpowiednią terapię bólu. W świecie idealnym również oprócz środków przeciwbólowych wskazana byłaby dobrana fizjoterapia, która wzmocniłaby „chore” miejsce, usprawniając je.


Jednak w tym wypadku nie o skład chodzi. Bywa przecież, że seniorom doskwiera tylko czasem ból, wtedy taki żel jest dobrym rozwiązaniem. W tym wypadku chodzi o nazwę leku, a konkretnie jej drugi człon -„fastum”. Nie tak dawno temu, to właśnie pod tym hasłem mogliśmy oglądać reklamy innego żelu przeciwbólowego, zawierającego w składzie ketoprofen, czyli substancję silniejszą niż diklofenak. Jednak ze względu na zaobserwowane działania niepożądane, w tym reakcję fotouczulającą, Fastum zmieniło kategorię dostępności z OTC na Rx. Sprawa miała miejsce kilka lat temu, jednak w świadomości zwłaszcza starszej części społeczeństwa, Fastum żel nadal jest bez recepty i nie chcą słuchać w tej kwestii farmaceutów. Najczęściej pada argument: „Przecież zawsze było bez recepty”.


Mam takie odczucie, że w przypadku żelu Diclofenacum fastum, drugi człon został użyty celowo. Sugeruje coś nowego, mocniejszego, ewidentnie zawiązującego do preparatu z ketoprofenem. Myślę, że osobom nie związanym zawodowo z farmakologią, ciężko będzie zapamiętać nazwę „diclofenakum”, zatem co pozostanie? „Fastum”. Myślę, że taka sytuacja spowoduje wiele dyskusji w aptece pomiędzy pacjentami a aptekarzami. Niestety reklamy przetwarzamy hasłowo, zapamiętując słowa klucze, a resztę treści ignorujemy. Możliwe, że i w tym przypadku tak będzie. Mam nadzieję, że się mylę.

8 marca 2017

Fundamic – by trening dał ci więcej

źródło: wirtualnemedia.pl

Wiosnę już czuć w powietrzu, zatem sezon na odchudzanie można uznać za otwarty! Czas rozprawić się z zimowym tłuszczykiem, albo nawet nie sezonowym a kilkuletnim i pokazać światu swoje nowe, szczupłe ja. Kto dziś ma czas na zawracanie sobie głowy wizytą u dietetyka? Przecież każdy doskonale wie, że kilogramy wzięły się z powietrza, no może czasem dopomógł pączek do kawy. A przez nadgodziny w pracy w ogóle nie ma czasu na aktywność fizyczną. Co zatem robić? W telewizji pokazywali takie nowe tabletki i jakiś shake po treningu po którym nie chce się jeść. Zatem jest rozwiązanie!

W reklamie zgrabna i szczupła dziewczyna postanawia schudnąć. Zaczęła już treningi. Na jednym z nich trenerka podpowiedziała jej, że lepsze efekty osiągnie stosując odżywki Fundamic. Okazuje się, że takie produkty nie są tylko dla sportowców, ale w sumie dla każdego ćwiczącego. Dodatkowo są bezpieczne no i do nabycia w aptece. I tak się zaczęło, pół godziny przed treningiem tabletki stymulująca spalanie tłuszczu i dodające energii, a po ćwiczeniach proteinowy koktajl, po którym nie chce się jeść. Waga w dół, sylwetka idealna cóż chcieć więcej?




Skład tabletek Fundamic (2 kapsułki):
  • ·         Wyciąg z zielonej herbaty 150mg
  • ·         Kofeina 200mg
  • ·         Wyciąg z korzenia pokrzywy indyjskiej 100mg
  • ·         Wyciąg z owoców pieprzu kajeńskiego 50mg
  • ·         Wyciąg z owoców gorzkiej pomarańczy 100mg
  • ·         Wyciąg z liści ostrokrzewu paragwajskiego 200mg (w tym kofeina 8mg)
  • ·         Chrom 40 mcg
  • ·         Witamina B6 0,7mg


Skład preparatu jak widać jest bardzo urozmaicony i bogaty, jak większości preparatów na odchudzanie. Najbardziej w tym zestawie przeraża mnie zawartość…kofeiny! Biorąc pod uwagę fakt, że na ćwiczenia/ treningi zazwyczaj chodzimy wieczorami jest to doprawdy zdumiewające. W zalecanej dawce, jaką należy przyjąć przed aktywnością fizyczną mamy 208mg kofeiny. Dla porównania, jedna filiżanka espresso zawiera średnio ok 60mg tego związku. Taka ilość i to wieczorową porą? To się może skończyć bezsennością i w przypadku osób wrażliwych, albo takich które wybrały bardziej statyczną wersję ćwiczeń w postaci jogi – kołataniem serca bądź uczuciem niepokoju, pobudzenia.


Ciekawa jest także obecność wyciągu z owoców gorzkiej pomarańczy, będącego klasycznym surowcem pobudzającym apetyt. Dodatkowo w składzie pieprz kajeński, pokrzywa indyjska i zielona herbata, czyli surowce stosowane pomocniczo przy odchudzaniu. A także chrom, który także bierze udział w regulacji stężenia cukru. Na pewno jest to skład mocno stymulujący. Dla zdrowych kobiet trenujących nie ma problemu aby zastosować taki suplement diety. Jednak jeśli ktoś chce iść na skróty z odchudzaniem, ćwiczyć nie chce, ma wrażliwy żołądek – lepiej żeby po Fundamic nie sięgał.


Kolejna opcja to koktajl białkowy. Składa się głównie z białek serwatkowych w dwóch wersjach smakowych, które przygotowuje się poprzez rozpuszczenie w wodzie bądź odtłuszczonym mleku. Według producenta korzystne efekty daje spożycie wraz z koktajlem węglowodanów w dowolnej postaci, tak aby nie przekraczały dawki 4g na kg masy ciała. Jednak należy sporządzony płyn spożyć w ciągu 4 godzin po bardzo wytężonym albo długotrwałym treningu, który prowadzi do zmęczenia mięśni i wyczerpania zapasów glikogenu w mięśniach. Zatem ponownie – dobra sprawa dla kobiet trenujących ciężko i regularnie, a dla chcących oszukać system albo wybierających streching raz w tygodniu raczej opcja nie polecana.


Niewątpliwie produkty Fundamic to ciekawa opcja dla aktywnych fizycznie kobiet z planem treningowym. Jednak pytanie czy nie zdrowiej będzie odpuścić sobie nafaszerowane kofeiną tabletki i przyjrzeć się codziennej diecie? Co z tego, że zastosujemy pewne wspomagacze, jeśli efekt do którego dążymy po prostu nie ma szans na utrzymanie się bez zmiany nawyków żywieniowych? Nie chodzi o to, aby się katować albo głodzić. Dobrze zbilansowana dieta to nie tylko podstawa zdrowia, ale i dobrego samopoczucia bez chodzenia głodnym. Jeśli nie umiemy sami dostosować jadłospisu, warto pójść do dietetyka po poradę. Jeśli jednak zmiana diety to opcja zbyt radykalna, może warto zacząć zmiany od małym rzeczy i drobnymi krokami pomalutku dojść do celu? Zacznijmy od zmniejszenia porcji cukru dodawanego do herbaty i kawy, aby finalnie nie słodzić w ogóle. Wyjdzie nam to tylko i wyłącznie na zdrowie.

Przed spożyciem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą.